Są dwie strony medalu. Jedna, gdy ucząc w korporacji języka Twoja grupa naprawdę jest ambitna, sympatyczna i widać, że język będzie im potrzebny do pracy. I taka grupa jest na wagę złota. Jest jednak ta druga strona. Grupa, która została stworzona ponieważ dobrze jest się uczyć w pracy, ale nie wiadomo czy warto. Dziś będzie o tej drugiej grupie.

 

1. Dojazd
Najczęściej jest to dojazd do firmy w tym samym mieście. Zdarza się jednak, że będziesz musiał dojechać do innego miasta nawet na takie zajęcia. Weź ze sobą wtedy GPS i nieco więcej czasu. (Skąd ja to znam) Dojazd dłuższy niż 15 minut w jedną stronę mija się z celem. Jeśli masz płacone za godzinę to dojazd zapewniasz sobie sam. A to też kosztuje. Przede wszystkim Twój czas. Pomyśl: ile zarabiasz na godzinę, a ile czasu stracisz na dojazd czy stanie w korku?
Rada: Znaleźć miejsce (firmę) na Google Maps i zobaczyć 2 opcje dojazdu.

 

2. Przekładanie zajęć
Jeśli zajęcia odbywają się zgodnie z harmonogramem to wszystko jest dobrze. A co jeśli masz je odwołane na ostatnią chwilę? Wtedy warto jest takie kwestie ustalić na początku zajęć. Jeśli odwoła się je z odpowiednim wyprzedzeniem to może być wszystko OK, firma może też zapłacić jakąś część stawki lub też zajęcia będą uznane jako odbyte. Wszystko zależy od ustaleń. Najbardziej doradzam jednak opcję jedno odwołanie jest ok, a za resztę się płaci. Przecież nawet jeśli będziesz mieć 5-6 osób w grupie to gdy pojawi się jedna to zajęcia się odbędą.
Rada: Ustalić zasady przekładania, odwoływania zajęć i dać jednej osobie z grupy do podpisu.

 

3. Miejsce do zajęć
Jeśli nie wiesz gdzie będziesz mógł prowadzić zajęcia to ustal kilka możliwych opcji. Nie ma chyba nic bardziej stresującego niż 'latanie' by na ostatnią chwilę załatwić salkę konferencyjną. Dobre kontakty z panią z sekretariatu potrafią zdziałać wiele, szczególnie w firmie, w której jest wiele zebrań dla pracowników. Miejsce do lekcji powinno zapewniać: możliwość podpięcia laptopa, tablicę (nawet na kółkach), miejsce do chodzenia w zadaniach ruchowych. Zbyt małe biuro spowoduje taki ścisk, że trudno się będzie skupić.
Rada: Wymyślić miejsce awaryjne.

 

4. Kserówki zamiast książek
'Bo wie pani, książki są takie drogie, a my możemy sobie skserować przecież podręcznik' – tak, tak - to bardzo popularne stwierdzenie. Ksero działa to dlaczego trzeba kupić książkę? Wiem, że podręcznik nie kosztuje 30zł, ale po pierwsze lepiej mieć swój i tam wszystko notować i wykorzystać go w pełni. Kserówki się gubią, a jakość takiego ksera jest gorsza. Zamiast koloru jest czarno-białe, co  często wywołuje zamieszanie na spotkaniach. Przez to  przywiązuje się mniejszą wagę do szpargałów drukowanych niż do podręcznika. Przerabiałam prowadzenie kursu z kserówkami i wiem jak się to kończyło.
Rada: Rozmowa z kursantami o wadach i zaletach podręczników do nauki angielskiego.

 

minusy1

 

5. Brak przygotowania do zajęć
'Bo mamy zebrania, bo w pracy trzeba było tyle rzeczy zrobić itp.' Wymówki były różne. Ale żeby nie mieć 15 minut na zadanie i to tylko raz na tydzień? Tego już nie rozumiem. Tym bardziej, że język to proces i dobrze byłoby pracować nad nim regularnie. Jeśli firma płaci za zajęcia to korzystałabym z nich na tyle, na ile mogłabym, bo to przecież moje umiejętność językowe byłyby na coraz to wyższym poziomie. Trzeba się tylko (lub AŻ) lepiej zorganizować i zamiast przerwy na kawę i ploteczki poplotkować po angielsku. Wilk syty i owca cała.
Rada: Powiedz im o tym, co tracą nie przygotowując się do zajęć.

 

6. Nie wiesz, ile osób będzie na zajęciach
Przygotowujesz się na zajęcia. Myślisz jaki rodzaj pracy wybrać. Wycinasz coś i masz przygotowane karty pracy jako niespodzianka w ciekawej formie. Pełen  radości myślisz, że zajęcia będą uwieńczone sukcesem a tu… Przychodzi połowa osób. Plan siada. Zaczyna się improwizacja.  Jeśli masz ze sobą ćwiczenia i tematy rezerwowe to jeszcze pół biedy. Gorzej jeśli osoby nie są rozmowne i musisz je ciągnąć za język. Wtedy czas upływa za wolno i okazuje się, że  jest z tym problem.
Rada: Miej ze sobą 3 awaryjne typy zadań typu dyskusja, filmik z zadaniami, role-play.

 

7. Co zabrać na zajęcia
Niby wszystko powinno być na miejscu, ale jednak nie ma mazaków i krzeseł dla wszystkich osób. Można się lekko zdenerwować. Tym bardziej, że grupa wie kiedy odbędą się kolejne zajęcia i mogłaby się przygotować. A tu brakuje książek (wtedy dzielą się na pary i pracują razem lub patrzą na rzutnik), nie mają zeszytu (niech pożyczą kartki lub w ostateczności wyciągną papier w ksera), są zmęczeni (zamiast kawy niech mają pod ręką wodę niegazowaną i piją w czasie zajęć)
Rada: Noś ze sobą choć 1 pisak awaryjny i kilka kartek papieru.

 

8. Jak się rozliczać z materiałów - listy obecności itp.
Skoro są to zajęcia w innym miejscu niż szkoła językowa z dokumentami może być różnie. Najlepiej od razu na samym początku każdego spotkania wypełnić wszystkie tabelki, a wtedy kursanci mają czas na mały small talk lub powtórkę tego, co było na poprzednich zajęciach. Jeśli chodzi też o podpisy to sprawdzaj ile osób masz na stanie, a ile się podpisało. Zdarza się, że jest za mało podpisów, a wtedy to obniża frekwencję.
Rada: Ustal zasady ze szkołą językową i nie zmieniaj ich pod żadnym warunkiem w korporacji. Coś, co zostało raz zmienione łatwiej jest potem próbować zmieniać dalej.

 

To tylko kilka najważniejszych kwestii, które sprawiają, że zajęcia in company nie są tak ciekawe na jakie mogą wyglądać. Oczywiście, wszystko zależy od grupy i życzę Ci samych sukcesów. Obyś nie trafił na żaden z tych wymienionych powyżej punktów.

Więcej o tym pisałam w artykule do pierwszego bezpłatnego numeru Cool School Nauczyciele Nauczycielom.