logo

Gdy zaczynałam się uczyć języka tak „na poważnie” nie było to łatwe. Mogłabym całe szkolenie przeprowadzić o tym, jak wyglądała moja droga językowa i ile była na niej zakrętów. Ile było trudniejszych chwil. Cel tego artykułu to pokazanie Ci 3 sposobów na naukę języka angielskiego. Może jakiś z nich jest posobny to Twojej drogi językowej?

1. Niepoddawanie się mimo porażek

Pamiętam, że miałam problemy z angielskim w sferze mówienia. Przez pierwsze pół semestru w szkole językowej prawie się nie odzywałam. Miałam łatkę osoby „kind but shy”. Dygotałam na każą myśl o kartkówce ze słówek, a szczytem moich umiejętności pamięci było zapamiętanie jak się pisze po angielsku wyraz „pączek”. I było mi ciężko. Co ja piszę! Było bardzo trudno. Litery mieszały mi się w nowych słówkach. Miałam problem z tym jak wymawia się liczbę 13. A przecież każdy o oto pytał, bo wtedy zaczęłam się tak naprawdę uczyć języka. I wiesz co? Wymyśliłam obejście. Mówiłam, że mam 12 i trochę lub prawie 14. Było to wtedy dla mnie bardzo sprytne. I nie poddałam się temu, że nie znam liczb!

2. Zanurzenie językowe

W dalszej perspektywie największy początek zanurzenia językowego zaczął się, gdy miałam jakieś 16-17 lat. W liceum miałam 6 godzin języka (o ile dobrze pamiętam). Do tego chodziłam jeszcze na kurs językowy: dwa razy w tygodniu, prowadzony tylko przez native'ów. Do tego jeszcze przygotowanie do FCE w sekcji pisania – jedno spotkanie we wtorki po godzinie. W dalszej klasie miałam jeszcze kurs językowy, 1,5 dodatkowo w szkole mojej. I gdy to tak wszystko zliczyłam to okazało się, że nie było dnia bez angielskiego w tygodniu. Zawsze był. Weekend miałam wolny, ale sama zabierałam się za zadania domowe, za nowe słówka, za materiały angielskie. I wtedy nie miałam nielimitowanego dostępu do internetu, więc nie mogłam liczyć na takie udogodnienia. Korzystałam z niego sporadycznie.  Nie przeszkodziło mi to jednak zanurzyć się w języku na mój sposób.

3. Przyzwolenie na błędy

Każdy chce mówić najlepiej. To naturalne. Taka chęć tego, aby wypowiedzi były merytoryczne, gramatyczne, stylistyczne itp. Gdy uczysz się języka, błędy są nieuniknione. Napiszę więcej, są potrzebne. Jeśli potrafisz się uczyć, to swoje błędy możesz wykorzystać do nauki. Mam tu na myśli nie tyle powtarzanie tych samych błędów, ale mądre wyciąganie z nich wniosków i zastosowanie ich w dalszym życiu. Jeśli sama dla siebie jesteś surowa, to skazujesz się bardziej na porażkę. Porównaj siebie do dziecka małego. Czy gdy uczy się mówić i zaczyna niepoprawnie to krzyczysz na nie i upominasz? Czy raczej przemawiasz łagodnie i ze zrozumieniem oraz troska uczysz tego, jak powinno mówić? Pomyśl o sobie jak o małym dziecku uczącym się innego języka. Bądź dla siebie wyrozumiała. Daj sobie czas i akceptację oraz pozwolenie wewnętrzne na popełnianie błędów.

Co myślisz o takich podejściach językowych? Które z nich jest Ci najbliższe i dlaczego?